wtorek, 20 listopada 2012

Zbrodnia idealna!


Czy ktoś z Was gustuje w starych, klasycznych filmach? Ten oto film w reżyserii Alfreda Hitchcocka, powstał w 1954 roku. Lekko teatralna scenografia, akcja w jednym miejscu, rozległe dialogi - to z pewnością cechy, które wyróżniają M jak Morderstwo na tle dzisiejszych produkcji. 

Tony Wendice (Ray Milland) odkrywa zdradę swojej żony. Wynajmuje i szantażuje swojego dawnego kolegę. Ten w czasie napaści na Margot Wendice (Grace Kelly) sam zostaje zamordowany, a biedna Margot oskarżona o zabójstwo i aresztowana. Jej kochanek (Robert Cummings) i detektyw muszą znaleźć na czas "klucz" do rozwiązania sprawy. (filmweb)


M jak Morderstwo to świetny, inteligentny kryminał. Błyskotliwie uknuta intryga zdaje się być idealna. Główny bohater pomyślał o wszystkim. Plan jest genialny! Co więc staje na drodze? Zwykły los i złożoność natury ludzkiej, bo każdy nawet najbardziej opracowany przez człowieka plan przez jedną, małą zmianę może zostać całkowicie zniszczony. 
Fantastyczna kreacja Grace Kelly, wprost nie można się na nią napatrzeć, na jej stroje, ruchy (jej aktorstwo jest w moich oczach odrobinę woskowe, ma się wrażenie, że jej obecność służy głównie wrażeniom estetycznym, co w tamtych czasach było częste (Audrey Hepburn, Marilyn Monroe). Gra Raya Millanda to czysty majstersztyk (dzisiaj już się tak nie gra). 
M jak Morderstwo to jeden z tych filmów, które trzeba oglądać w ogromnym skupieniu. Każde wypowiedziane słowo. może być kluczowe dla fabuły. 
Film oparty na sztuce teatralnej w pełni obala mit, jakoby istniała zbrodnia idealna ;)


wtorek, 13 listopada 2012

Liebster blog

Do zabawy zostałam nominowana przez Agnieszkę, przyznam szczerze, że zrobiło mi się bardzo, bardzo miło ;) Dzięki Aga (szkoda, że ja nie mogę i Ciebie zaprosić do zabawy )

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania od Agnieszki:
1. Ulubione miejsce na świecie, gdzie lubisz wracać.

Cóż moja odpowiedź nie będzie jakaś odjechana i oryginalna. Lubię będąc w Zakopanem, wpaść do takiej świetnej karczmy  Przy Młynie. Ma cudowny zakopiański klimat, rubaszną obsługę, przystępne ceny, a wieczorami można tam zasłuchać się w góralskiej muzyce...Poza tym menu- ze specjałami górali- pierwsza klasa! Z tym miejscem wiąże się też mnóstwo pozytywnych wspomnień z mojego życia, no i ciekawostka- karczmę można zobaczyć (z oryginalną obsługą, tak, tak ten łysy pan jest bardzo charakterystyczny) w polskiej komedii romantycznej z Danutą Stenką i Janem Fryczem- Jeszcze raz ;) 

2. Jakim środkiem transportu wolisz podróżować?

Ciężko się zdecydować...ale chyba najbardziej lubię podróżować samochodem- niezależność, dźwięk radia zet, w każdej chwili można się zatrzymać, popodziwiać widoki, odetchnąć świeżym powietrzem...Tak- zdecydowanie samochód (jako pasażer rzecz jasna, bo marny ze mnie kierowca ;)) 

3. Jaki rodzaj filmów polecasz na jesienne wieczory?

Jesienne wieczory są dosyć długie i smętne, jeżeli ktoś nie przepada za kryminałami, to polecam....KRYMINAŁY! (żartuję) Jesień kojarzy mi się z ogniem, ciepłymi barwami, uczuciami, elegancją, dlatego świetnym pomysłem na jesienne wieczory, jest według mnie dramat historyczny, romans, filmy kostiumowe, konkretne tytuły- Księżna, Kochanice króla, Dorian Gray, Afera naszyjnikowa, Anna Karenina, Niebezpieczne związki, Pachnidło...

4. Co lubisz robić w wolnym czasie?

Sporo tego, eksperymentować w kuchni, oglądać filmy, seriale, czytać książki, gazety, łazić po sklepach i pół godziny zastanawiać się nad odpowiednim odcieniem lakieru do paznokci- bo przecież kolor winny, a kolor rubinowy to kolosalna różnica (jako ciekawostka- nie znoszę malować paznokci- zawsze w coś pacnę! zawsze!) spotykać się z moimi ziomkami i gadać do 4 nad ranem o kinie europejskim i amerykańskim, od czasu, do czasu poćwiczyć! Ale najważniejsze....JEŚĆ! Żartuję :P 

5. Jaki jest Twój wymarzony zawód?

Bo ja wiem... Nie ma takiego chyba, bo to co ja sobie wyobrażam w związku z daną profesją, a to, co oznacza dana profesja w rzeczywistości- może się skrajnie różnić! Ale jeżeli miała bym wykazać się dziecinną wyobraźnią to mogła bym być, np. projektantką mody! Uwielbiam modę, ciuchy...Albo fotografem modowym! Wszak jestem estetką! :P

6. Napisz trzy słowa, które najbardziej opisują Twoją osobowość.

Tylko trzy?! Jej...to będzie trudne. WWW- Wesoła, Wredna, Wysoce inteligentna! :P

7. Ulubiona pora roku

U mnie to zależy od tego jaką porę mamy aktualnie, więc na dzień dzisiejszy moja ULUBIONĄ porą roku jest LATO. Zapewne latem, stwierdzę, że zima ;) Nie jestem zbyt stała.

8. Jakie książki lubisz czytać?

Głównie thrillery, horrory i kryminały. Agatha Christie, Stephen King i Dan Brown tworzą moje ulubione trio literackie ;)

9. Teatr czy kino?

Och jej...Ciężkie pytanie, zważywszy na to, że niektóre filmy są bardzo teatralne. Ale niech będzie- KINO!

10. Jaki samochód byś sobie kupiła?

Nie znam się na samochodach... średnio mnie ciekawią. Ale jakbym miała wybrać, no to jakieś pasujące do mnie- małe, czarne i proste w obsłudze :P

11. Jakie najbardziej egzotyczne państwo chciała byś zwiedzić? 

Cóż...ciężko mi stwierdzić, które jest bardziej, a które mniej egzotyczne. Ale na pewno jakieś z Ameryki Południowej ;) 

Moje pytania:
1. Książka czy film- uzasadnij.
2. Jaką kuchnię lubisz najbardziej?
3. Wino czy piwo?
4. Czy na co dzień uprawiasz jakiś sport?
5. Za co kochasz bądź nie Święta Bożego Narodzenia? 
6. Najulubieńszy z ulubieńszych filmów? Uzasadnij
7. Pomysł na oryginalny prezent bożonarodzeniowy.
8. Które polskie miasto warto zobaczyć według Ciebie?
9. Ostatnia ściągnięta przez Ciebie piosenka.
10. Czy masz jakieś zwierzątko domowe? :D
11. Co sądzisz o moim blogu? ;>

Nominuję: WSZYSTKICH CHĘTNYCH! 

niedziela, 11 listopada 2012

Bond czy błąd?



To już bodajże 22 spotkanie z agentem 007. Czy można je uznać za udane? Czy warto pójść do kina?

Po ataku na siedzibę MI6, M zostaje zmuszona do przeniesienia działalności do podziemnego centrum. Jej każdy krok śledzi nowy przewodniczący Komitetu Wywiadu i Bezpieczeństwa, Mallory. M może zaufać tylko Bondowi. Bez względu na konsekwencje 007 będzie musiał wytropić i zniszczyć zagadkowego przeciwnika. Z pomocą agentki Eve Bond podąża tropem tajemniczego i bezwzględnego Raoula Silvy. Z czasem zaczyna odkrywać motywy jego działań.

Warto w tym miejscu nawiązać do tradycji bondowskiej i do tego , z czego właściwie "dobry Bond" winien się składać. Wybaczcie moje trywialne podejście, ale jestem tylko, albo aż kobietą ;)

Po pierwsze, główny bohater powinien być przystojny, szarmancki, elegancki, elokwetny i mieć to coś! Jak jest w przypadku Skyfall? Cóż uroda Daniela Craiga to rzecz gustu, jednak ciężko mu odebrać pewien urok, także - DONE!

Po drugie, piosenka! Czy mam w Skyfall dobrą piosenkę? MAMY! Wręcz wyśmienitą. Czy trzeba w tym miejscu wyrażać zachwyt nad wokalem Adele? Świetny, zmysłowy utwór - DONE!

Po trzecie, dziewczyny Bonda! W Skyfall mamy dwie, urocze panie, dla kontrastu- skrajnie różne. Na szczęście nie mają żadnych drażniących manier - DONE!

Po czwarte, czarny charakter. Czy czarny charakter w Skyfall jest rzeczywiście czarny? No cóż...Niewątpliwie pan Bardem stworzył jeden z najciekawszych charakterów w dziejach Bondów ( a bynajmniej w czterech, które widziałam :P) - DONE!

Po piąte, ciekawa fabuła. Nie rozpisując się- nie nudziłam się ani przez chwilę, a warto wspomnieć,  że w stosunku do kina męskiego jestem bardzo wymagająca! - DONE!

Po szóste, miłe dla oka intro. Całkiem interesujące obrazy,  a w tle Adele...Czy trzeba coś jeszcze dodawać? Świetne wprowadzenie - DONE!

Po siódme, scenografia. Są piękne światła Hong Kongu, pochmurny Londyn i bajeczna Szkocja.... Na dużym ekranie prezentuje to się przecudownie - DONE! 

To chyba wszystkie punkty, które w jakiś tam sposób muszą mnie uwieść, jeżeli chodzi o Bondy- tak charakterystyczne i specyficzne kino. Skyfall mnie zachwyciło! Warto wybrać się do kina ;) 

sobota, 3 listopada 2012

Muzyczna świeżynka - Jessie Ware

Z Jessie zapoznałam się całkowicie przypadkowo, zrządzeniem losu można by rzec. Nasze pierwsze spotkanie przebiegło w takt Running. Potem o mojej muzycznej przyjaciółce, przyznam, że zapomniałam. Słyszane często w radiu Wildest moments, nijak nie kojarzyło mi się z jej wokalem. Jednak talent tej artystki wrócił jak bumerang, by ponownie mnie zaczarować pięknym, subtelnym i sensualnym wokalem. Czysty, klasyczny pop z nutką nowoczesnej świeżości- to jest to! Akurat na zimowe wieczory przy grzanym winie z pomarańczą i świeczkach ;)

Recenzja debiutanckiej płyty Jessie Ware- Devotion (Onet.pl)

Jeśli pod koniec grudnia "Devotion" nie znajdzie się w czołówkach wszelkich podsumowań na najlepszy album 2012 roku, oznaczać to będzie tylko tyle, że mamy niesamowicie mocny okres we współczesnej muzyce. Wydaje się jednak, iż to rozważanie hipotetyczne, bo Jessie Ware za swój debiut wyróżnień zgarnie z pewnością co niemiara.

Tytuł jednego z nagrań promujących ten album, czyli "110%", doskonale oddaje nakład pracy artystki, jak i stopień spełnienia oczekiwań fanów. Fanów wygłodniałych popu subtelnego, wysmakowanego, dużo nowocześniejszego od nagrań chociażby Sade i Adele, ale bez eksperymentów nie do końca przyswajalnych dla "niedzielnego" słuchacza, czego część osób się spodziewało po produkcji, do której ręce przyłożył Julio Bashmore. Tymczasem nic z tego. Płyty słucha się od początku do końca wyśmienicie.
Słychać na "Devotion" wpływy mocniejszych brzmień, ale to nie dziwi, skoro za muzykę odpowiada Dave Okumu z The Invisible. Słychać też fascynacje klasycznym soul-popem w stylu Prince'a czy nieodżałowanej Whitney Houston. Ale znajdziemy też odwołania do ciągle poszukującego, żywego organizmu jakim jest future soul, w którym specjalizują się Frank Ocean, J*DaVeY czy Sa-Ra. No i jest też soczysta dawka elektroniki, tej typowo londyńskiej, pachnącej dusznymi klubami i niby już mainstreamowej, ale wciąż zaskakującej czymś świeżym.
Najważniejsze jednak, że pomimo tak licznych odniesień, to płyta w 100% Jessie Ware. Zachwycający wokal, niegłupie teksty, doskonałe pomysły na melodyjne, wpadające do ucha piosenki. Ta dziewczyna nie chce kogokolwiek kopiować. Jeśli się inspiruje, to świadomie, bez ślepego naśladownictwa. W efekcie dostaliśmy jedenaście zgrabnych, doskonale przygotowanych piosenek i aż strach pomyśleć, że skoro to dopiero debiut, to jak ogromny jest potencjał Ware?
Moi faworyci: