piątek, 18 stycznia 2013

Anna Karenina


Anna Karenina jest jak odnawialne źródło energii. Mniej więcej co kilka lat, ktoś przystępuje do zekranizowania powieści Lwa Tołstoja. Z lepszym bądź gorszym skutkiem co rusz pojawia się nowa wersja, z nową ujmującą Anną Kareniną. Co takiego jest w tej miłosnej historii, że twórcy filmowi wciąż łakną przenosić ją na duży ekran? 

Rosja, 1874 rok, zamężna arystokratka Anna Karenina zakochuje się w pułkowniku Wrońskim. Romans matki i żony budzi sprzeciw i odrazę śmietanki towarzyskiej.

Rozpocznę od strony technicznej filmu, bo ta wzbudza najwięcej kontrowersji. 
Wiele osób określa ten rodzaj kręcenia jako "film teatralny", ale mam wrażenie, że ten zwrot zupełnie nie oddaje tego, jak technicznie potraktowano scenografię. Otóż dosłownie w tym obrazie, scenografia, JEST typową scenografią z teatru, a więc mamy tekturowe szablony, dekoracje, tła...Co jest bardzo ciekawe, niejednokrotnie aktorzy "przedzierają się" przez teatralne kulisy, przepełnione zakurzonymi drewnianymi balustradami i linami z domieszką pajęczyny. Przyznam, że na początku, trochę mnie to zmieszało... Ale potem dostrzegłam cel tego zabiegu, który wydaję mi się bardzo...genialny? Otóż teatralna scenografia jako metafora sztucznego, wymuszonego życia elity towarzyskiej. 
Wybitnie teatralna jest również gra aktorska, nie głównych postaci, ale raczej tych tworzących tło. Otóż "tło" czasami nieruchomieje, by ukazać głównych bohaterów i ich miłość jako coś jedynego w swoim rodzaju, pięknego i takiego "ponad"! 
Keira Knightley w głównej roli wypadła naprawdę bardzo dobrze. Trochę inaczej wyobrażam sobie Annę, bo w książce opisana jest jaka kobieta piękna, ale z pełną piersią ;)
Wroński, totalnie nie przypadł mi do gustu... Nie tak go widziałam. Natomiast cała reszta myślę, że dobrze oddaje swoim wyglądem pierwowzory książkowe.
Muzyka i dźwięk, jest bajkowa, piękna, ale mało dostrzegalna, jest tylko tłem dla fantazyjnej scenografii.
To co wprawia w zachwyt to z pewnością kostiumy, są przepiękne. Mówki, futra, płaszcze, suknie, kapelusze, fryzury, biżuteria, wywołują jedno wielkie Ach!
Opozycją do "życia na scenie", jest wiejskie życie Lewina. Mam wrażenie, zresztą nie tylko w filmie jak i w książce, że Lewin jest "tym dobrym" i tym, który powie nam jak żyć. Ten niekoniecznie prosty, ale wyglądający na prostego, człowiek stara się żyć poza miejskim przepychem, pracą rąk. Lewin wygrywa swoje życie.
Anna Karenina jest powieścią wielowarstwową, poruszającą cały wachlarz problemów, ukazującą losy bohaterów na tle życia rosyjskiego i stosunków społecznych w Rosji, panujących norm i tzw. zasad. Jedną z tych zasad łamie tytułowa bohaterka, czy jej odwaga, upór i walka o siebie, o własne szczęście i miłość jest wygraną? Czy Anna wygrywa? Odpowiedzi na to pytanie można szukać zarówno w książce ( co oczywiście polecam, bo książka jest naprawdę bardzo ciekawa) jak i w filmie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz