środa, 23 stycznia 2013

Dallas '63


To będzie bardzo krótki wstęp... Długo zastanawiałam się nad najlepszą powieścią Stephena Kinga, szukałam, wciąż czytałam... W końcu znalazłam! Oto ona! Mój zdecydowany numer jeden!



22 listopada 1963 roku w Dallas padły trzy strzały, które zabiły prezydenta Kennedy’ego i zmieniły świat. A gdyby tak można było temu zapobiec? Gdyby można było ocalić JFK i zmienić bieg historii?
Jake Epping to trzydziestopięcioletni nauczyciel angielskiego w Lisbon Falls w stanie Maine, który dorabia, prowadząc kursy przygotowawcze do matury zaocznej dla dorosłych. Od jednego ze swoich uczniów, Harry’ego Dunninga, dostaje wypracowanie – makabryczną, wstrząsającą opowieść w pierwszej osobie o tym, jak pewnej nocy przed pięćdziesięciu laty ojciec Harry’ego zatłukł na śmierć jego matkę i braci, a siostrę pobił tak bardzo, że nigdy nie odzyskała przytomności. Od tego wszystko się zaczyna…
Wkrótce potem przyjaciel Jake’a, Al, właściciel lokalnego baru, zdradza mu tajemnicę: jego spiżarnia jest portalem do roku 1958. Powierza Jake’owi szaloną – i, co jeszcze bardziej szalone, wykonalną – misję ocalenia Kennedy’ego.


Zacznę może od tego jak na początku podeszłam do nowej książki Kinga. Otóż wydało mi się, że  książka o tle politycznym nie jest dla mnie. Tematu polityki unikam jak ognia. Obawiałam się też licznych teorii spiskowych i ogólnie nie spodobał mi się pomysł sięgnięcia akurat po tę pozycję. 
Ale potem książkę (też w sumie z braku laku, bo była pod ręką) przeczytała moja przyjaciółka i była...WZRUSZONA?! Takiej reakcji się nie spodziewałam, więc z ciekawości zakupiłam ową książkę. 

Czytać zaczęłam jakoś tak w przerwie świątecznej- zajęło mi to 3 dni (ponad 800 stron) i miałam poważne wahania, czy iść na Sylwestra czy zostać może z nią w domu! 
Ten kto czytuje Kinga wie, że czasami początek jest strasznie nudny, rozwleczony i niezachęcający. 
Tutaj było zupełnie inaczej, od pierwszej strony, od pierwszego rozdziału książkę się zjada! Połyka, łaknie! 
W późniejszym czasie, zaczęłam czytać oszczędniej, bo zwyczajnie żal było mi ją kończyć.
Cóż tu ukrywać? Zaprzyjaźniłam się z głównym bohaterem, dosłownie! Poczułam, że wraz z nim przeżywam te czasami ciężkie, czasami piękne chwile. Nasza przyjaźń trwała przecież ponad 5 lat! I to nie byle jakich lat! Lat bardzo obfitych w wydarzenia i to nie tylko polityczne, ale i osobiste głównego bohatera.
Możliwość przeniesienia się w lata bez telefonów komórkowych, laptopów, tabletów, a nawet DVD...była fantastycznym przeżyciem. A King tak cudownie opisał ten świat, że byłam w stanie uwierzyć, że podróż w czasie jest możliwa i gdzieś tam w czasoprzestrzeni jest rok 1958. 
O ile w innych książkach Stephena Kinga czuje się czasami nierealność sytuacji i traktuje się ją jak sen ("to tylko książka! spokojnie to tylko książka!"), tak w Dallas '63 granica między realnością a fantazją jest praktycznie niedostrzegalna. Gdyby ktoś powiedział mi, że to zdarzyło się naprawdę, to bez głębszego zastanowienia, uwierzyła bym.
Nie ukrywając, zachodzi w tej książce dosyć dziwne zjawisko. Polityka i historia miała być głównym tematem książki, a przynajmniej tak mogło by się wydawać, ale tak nie jest. Mam wrażenie, że misja uratowania JFK to tylko podstawa tej książki, resztę stanowi fantastycznie skomponowana strona obyczajowa książki i jedyny w swoim rodzaju tak niepowtarzalnie piękny wątek miłosny. 
Czy się wzruszyłam? I to jak...! Morał (bo i owszem, takowy jest) z jednej strony jest smutny, ale z drugiej bardzo pokrzepiający. 
O ile czasami polecam książkę, tak teraz wręcz Was proszę! Przeczytajcie Dallas '63! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz