piątek, 11 stycznia 2013

Infiltracja


Wielki Scorsese po raz kolejny udowodnił swój geniusz w kręceniu mocnego, bezpośredniego, męskiego kina. Po "Chłopcach z ferajny", "Taksówkarzu" i "Wyspie tajemnic", myślałam, że Scorsese nie zaskoczy mnie już niczym...A jednak!

Akcja filmu rozgrywa się w południowym Bostonie, gdzie policja stanowa toczy zażartą walkę z przestępczością zorganizowaną. Młody tajny agent policji, Billy Costigan (Leonardo DiCaprio), otrzymuje od przełożonego Olivera Queenana (Martin Sheen) rozkaz przeniknięcia do struktur mafijnych, którymi rządzi Frank Costello (Jack Nicholson). Podczas gdy Billy szybko zdobywa zaufanie bossa, Colin Sullivan (Matt Damon) - zatwardziały młody przestępca, który już jako kadet Akademii Policyjnej pełnił rolę mafijnego informatora - zostaje awansowany na stanowisko dowódcze w Wydziale Spraw Wewnętrznych. Każdego z nich pochłania podwójne życie. Kiedy zarówno przestępcy, jak i stróże prawa, wpadają na trop wrogiej wtyczki we własnych szeregach, obaj bohaterowie rozpoczynają wyścig o to, kto pierwszy odkryje tożsamość drugiego, by tym samym uratować własną skórę... 

Jeżeli mamy film rozpatrywać od strony technicznej, to wszystko jest w tym miejscu mistrzostwem. Fantastyczny oskarowy montaż, fantastyczne zdjęcia, praca kamerą... Jeżeli rzucę nazwiskami- Nicholson, Damon, DiCaprio, Baldwin, Sheen, Wahlberg- to czy ktoś będzie miał wątpliwości co do świetności tego filmu? - aktorska śmietanka- a Nicholson...jak to Nicholson przeszedł sam siebie. Dodam jeszcze do tego przeskosmicznie dobry soundtrack- Pink Floyd, The Rolling Stones...
Twarde, mocne, bezlitosne, męskie kino, faceci przeładowani testosteronem i ta muzyka- taaaak I like it!

W ramach wczuwania się w klimat:







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz