środa, 31 października 2012

(O)powieści z krypty!

Czy ktoś z Was jest może miłośnikiem, zawiłych, kryminalnych zagadek tak jak ja? Albo teorii spiskowych?
Uwielbiam usiąść sobie wieczorem przy wielgachnym kubku herbaty i przeczytać jakiś dobry kryminał. A że wieczory jesienno-zimowe zdają się nie mieć końca, tak też zagadek i morderstw nigdy dość! (herbaty i kawy też ;))
Niekwestionowaną mistrzynią pisania kryminałów, jest według mnie szanowna Agatha Christie! Co prawda zdecydowanie od pani Marple wolę Herkulesa Poirota, ale nie ulega wątpliwości, że te zazwyczaj dosyć cienkie książki ( a może nawet książeczki ) uzależniają! Nie jestem w stanie wymienić ile już przeczytałam i jak bardzo się boję, że kiedyś skończę!
Zasada dotycząca fabuły jest jedna i niezmienna- mordercą jest zawsze ten kogo najmniej podejrzewamy! Silenie się na odgadnięcie jest zazwyczaj bezsensowne... Ale czasami jestem "dosyć" blisko! To tak na marginesie, ale przejdźmy do tematu głównego.

Korzystając z nadarzającej się okazji Halloween, pragnę polecić Wam kilka straaaaaasznie, przerażających pozycji (na liście znalazł się jeden tylko kryminał). Zacznijmy może od najbardziej pasującej pozycji ;)

CMĘTARZ ZWIEŻĄT
Stephen King 



Na świecie istnieją dobre i złe miejsca. Nowy dom rodziny Creedów w Ludlow był niewątpliwie dobrym miejscem - przytulną, przyjazną wiejską przystanią po zgiełku i chaosie Chicago. Cudowne otoczenie Nowej Anglii, łąki, las; idealna siedziba dla młodego lekarza, jego żony, dwójki dzieci i kota. Wspaniała praca, mili sąsiedzi - i droga, po której nieustannie przetaczają się ciężarówki. Droga i miejsce za domem, w lesie, pełne wzniesionych dziecięcymi rękami nagrobków, z napisem na bramie: CMĘTARZ ZWIEŻĄT (cóż, nie wszystkie dzieci znają dobrze ortografię...). 
Ci, którzy nie znają przeszłości, zwykle ją powtarzają... i nie chcą słuchać ostrzeżeń. 

Cóż mogę rzec? Ciarki na plecach, zimny pot, kołatanie serca...Tak, tak, powieść ta jest PRZERAŻAJĄCA!

DRACULA
Bram Stoker


Jonathan Harker, młody prawnik wyrusza w podróż do Transylwanii  by sfinalizować zakup posiadłości w Londynie przez Hrabiego Drakulę.  Choć na początku swego pobytu jest pod wrażeniem uprzejmości Draculi, wkrótce odkrywa jego dziwne zachowania i zdaje sobie sprawę z tego, że jest więźniem nie gościem. 


Postać Hrabiego Draculi uważam, za jedną z najbardziej przerażających zarówno w świecie literatury jak i w  świecie filmowym.

LŚNIENIE
Stephen King


To jeden z najlepszych współczesnych horrorów. Nastrój grozy i napięcia potęguje się w niej z każdą minutą. Pięcioletni chłopiec Danny znalazł się z rodzicami w opustoszałym na zimie hotelu. Wrażliwe, obdarzone zdolnościami wizjonerskimi dziecko odbiera fluidy czające się w jego murach; były one świadkami krwawych porachunków świata przestępczego i milionerów. Straszliwe zdarzenia, które kończą fabułę, są jednak niczym w porównaniu z przejściami psychicznymi bohaterów. 

Po przeczytaniu przez kilka nocy z rzędu miałam koszmary!

TO
Stephen King



Najbardziej przerażająca powieść Kinga. Tytułowe To stanowi metamorfozę tkwiącego w ludziach zła. 
Derry w stanie Maine, miejsce ledwie widoczne na mapie. Dochodzi tu do wyjątkowej eskalacji zbrodni, okrutnych morderstw, gwałtów i tajemniczych wypadków. W kanałach miasteczka zalęgło się To. Bliżej nieokreślone, przybiera najróżniejsze postacie ? klauna, ogromnego ptaszyska, głosu w rurach. Poluje na dzieci. Tylko dzieci potrafią To dostrzec. I dlatego właśnie one stają do walki z potworem. Mija dwadzieścia kilka lat i To powraca. Dzieci są już dorosłymi, ale muszą odnaleźć w sobie dziecięcą wiarę, lojalność i odwagę, by skutecznie stawić mu czoła. 

Czy jest coś straszniejszego niż czyhający w rurach kanalizacyjnych clown?

10 MURZYNKÓW
Agatha Christie


Dziesięć przypadkowych osób, które nic nie łączy dostaje zaproszenie na Wyspę Murzynków. Myślą, że będzie tam udany i spokojny wypoczynek. Nie spodziewają się niczego złego, nawet, gdy czytają wierszyk o dziesięciu znikających murzynkach, który wisi na ścianie. Co zacznie się dziać, gdy kolejne wersy wierszyka zaczną się sprawdzać?

Co chwila ktoś ginie, a Ty masz wrażenie, że szelest na klatce schodowej spowoduje, że zaraz sam zginiesz!

P.S. Jeżeli chodzi o sprawę Au Pair- to sytuację określam jako tragiczną i beznadziejną ;)

niedziela, 14 października 2012

"Bliżej" niż blisko

Filmy Mike Nicholsa są typowymi melodramatami. Pan on słynnego Absolwenta lubuje się w nieco sennym, ale i ogromnie estetycznym klimacie. Nie widziałam zbyt wiele filmów z jego twórczości, ale to co wyróżnia zarówno "Bliżej" jak i "Absolwenta" to niewątpliwie bardzo piękna ścieżka dźwiękowa, bardzo sensualna.

Czwórkę nieznajomych ludzi zaczyna łączyć sieć bliskich kontaktów.

Fabuła wydaje się banalna. Mamy czwórkę całkiem atrakcyjnych ludzi. Jest młody, skryty pisarz, jest  piękna dziewczyna, jest dojrzała pani fotograf i pewny siebie lekarz. Co łączy tych ludzi? W zasadzie NIC! Są sobie obcy i mimo, że w pewnym momencie są bliżej niż blisko siebie, to wciąż pozostają sobie OBCY, bo nieważne jak bardzo zbliżymy się do kogoś, nigdy nie dowiemy się jaki jest naprawdę, co zrobi, co myśli, co czuje. Nawet sami nie znamy siebie do końca i nie jesteśmy w stanie przewidzieć swoich zachowań. Tak jak w piosence Bogusława Meca "Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt, bo sama tego nie wiesz ty."
Czym jest w takim razie miłość? Tylko przypadkiem. "Love is an accident...waiting to happen." Drogi ludzi splatają się, czasami przez jakiś czas, dłuższy bądź krótszy biegną razem, by następnie znowu się rozdzielić. Tak naprawdę, choćby nie wiem, jak każdy z nas zaprzeczał, jesteśmy egoistami, hedonistami. Każdy lubi mieć obok siebie osobę, która chociaż trochę będzie nas wielbiła, umilała czas, zabawiała. Nie ma w tym nic dziwnego, w tym tkwi ludzka słabość. Wydaje mi się, że jedyną bezinteresowną miłością jest miłość matki do dziecka. A przynajmniej powinna taka być.
I o tym mniej więcej jest "Bliżej" o ludzkim egoizmie, o samotności, obcości.
Uwielbiam trailer do tego filmu, uważam, że jest wyjątkowo piękny.
Piosenki z trailera gdyby kogoś interesowało: Damien Rice- The Blower's daughter
Suzanne Vega- Caramel

poniedziałek, 8 października 2012

Marzenia "Marzycieli"


Film z 2003 roku w reżyserii Bertolucciego- twórcy między innymi kontrowersyjnego Ostatniego Tanga w Paryżu. 

Paryż- 1968 roku czas politycznych i kulturalnych rewolucji. Dla rodzeństwa Theo i Isabelle, czas eksperymentów seksualnych i emocjonalnych.

"Marzyciele" to dla mnie przede wszystkim świetny klimat, muzyka i cofnięcie w czasie do dawno zapomnianych klasyków. 
Film jest bardzo odważny, a erotyka momentami zbyt dosłowna. 
Ktoś doskonale podsumował w moich oczach zamysł tego obrazu - "studium dekadencji jako rozpasanej i nieokiełznanej niedojrzałości".
Mamy do czynienia z młodymi, pełnymi pasji ludźmi, którzy dopiero co wkroczyli w życie społeczne. Jednak kiedy na ulicach trwają zamieszki, a kultura chyli się ku upadkowi, Isabelle i Theo wielcy miłośnicy kina, postanawiają się zabawić na "swój" sposób. Do zabawy wciągają lekko nieśmiałego i skromnego Matthew. 
Zdaje się, że zabawa staje się rodzajem rozgrywek "kto da więcej". Rodzeństwo wyprzedza się w coraz to nowszych i zaskakujących pomysłach, przekraczając wszelkie bariery dobrego obyczaju i smaku. Mieszkanie staje się pewnym małym światem dla ich seksualnych i emocjonalnych przygód. Matthew jest tylko narzędziem w ich rękach, zabawką, którą gdy się znudzą wyrzucą. Co zresztą po części czynią na końcu. Ich uczucie jest chore i niesmaczne, a zachowanie niedojrzałe i zwyczajnie głupie. Czy Bertolucci chciał przez to pokazać jak nieprzemyślanym ruchem są rewolucje, które zdają się być tylko dziecinną grą? Myślę, że każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na to pytanie, po obejrzeniu "Marzycieli".

Lana Del Rey

Dosyć kontrowersyjna artystka, ale mimo wszystko artystka (mam nadzieję). Ciężko mi się do końca ustosunkować do jej osoby (a może nawet nie powinnam), nie rozumiem, czemu na początku robiła z siebie biedaczkę i ukrywała ojca milionera, nie rozumiem też jej zamiłowania do operacji plastycznych. O ile w Born to die wyglądała naturalnie i pięknie, tak powoli zaczyna przypominać dziwoląga. Na występy na żywo, mogę przymknąć oko. Na plus jest na pewno to, że Lana większość o ile nie wszystkie teksty pisze sama, podobają mi się też teledyski jej autorstwa. Jest w nich coś totalnie wzruszającego i lekko smutnego. Ci ludzie, których nigdy nie spotkamy, którzy byli kiedyś młodzi i beztroscy, wycinki ze starych kreskówek, które są namiastką wspomnień z dzieciństwa. Ktoś określił te teledyski mianem "barokowych kolaży", coś w tym jest.
Dosyć interesujący wydał mi się też wywiad z Laną dla Myspace. Odniosłam wrażenie, że ona  jest totalnie zamknięta w swoim świecie, jak taka zagubiona, mała dziewczynka. Jak Alicja w krainie czarów.
Na plus jest też jej indywidualny styl, tak daleki od stylu makabrycznych artystek XXI wieku. Jej teksty, tak jak teksty Bruce'a Springsteena, aczkolwiek może to za duże porównanie, są prawie poezją. Dowolność interpretacji i bogactwo symboli, których bezsensu szukać u Rihanny czy Britney Spears. Pojawienie się Lany jest krzepiące, jak się okazuje można w dzisiejszym świecie być artystką przez duże A. Zobaczymy co będzie dalej działo się w jej piosenkach...




sobota, 6 października 2012

Wstyd nie obejrzeć "Wstydu"!


Film w reżyserii Steve'a McQueena, obsypany  nagrodami na Festiwalu w Wenecji w 2011 roku. 
Hipnotyzujący, wyrafinowany, wzruszający, ostry i odważny - to tylko niektóre z określeń, jakie nasuwają Nam się do głowy po obejrzeniu. 

Brandon jest 30-letnim atrakcyjnym singlem mieszkającym w NYC. Jego naładowane erotyką życie, komplikuje pojawienie siostry. 

O głównym bohaterze wiemy niewiele. Widzimy Brandona- mieszkańca Nowego Yorku, żadnych wzmianek o przeszłości, o dzieciństwie w New Jersey. Pojawienie się siostry, zaburza cały "ład" panujący w jego życiu. 
Brandon odciął się od swojej przeszłości i jak widzimy, nie pała chęcią do utrzymywania kontaktu z rodziną. 
Nasuwa się pytanie- Czemu? Jednak nie jest Nam dane poznać odpowiedź, bo film skupia się nie na przeszłości, a teraźniejszości.  Powiedzenie "kto ma porządek w szafkach, ma bałagan w głowie" jak najbardziej znajduje odzwierciedlenie w tym obrazie. Z pozoru elegancki, przystojny mężczyzna uwielbia ostre porno. 
Brandon jest skryty, samotny...Nie potrafi okazywać uczuć ani emocji, które kumulują się. Złe wspomnienia z dzieciństwa rzutują na całe jego życie. Nie chce ich pamiętać, nie chce o nich rozmawiać, ale te wspomnienia są i zatruwają jego umysł. Pojawienie się siostry tylko zaostrza wewnętrzny konflikt. Bo o ile Brandon w swoim czystym mieszkaniu, był w stanie nie myśleć o dzieciństwie, o tyle patrzenie na blizny na rękach siostry zmusza go do cofnięcia się w przeszłość. 
Zdaje się, że McQueen chciał pokazać również w tym filmie jaką Mekką dla emocjonalnych straceńców jest duże miasto. W takim mieście jak NYC nikt nie pyta Cię o dzieciństwo, o przeszłość, nikt Ci nie współczuje...Można pozostać totalnie anonimowym. Można nie być w związku a mieć bogate życie erotyczne. Można być niewidzialnym, a jednocześnie żyć, pełnią życia. 
Siostra Brandona- Sissy, jest bardziej emocjonalna, próbuje znaleźć miłość życia. Wszędzie czuje się obco, w konsekwencji pcha to ją do próby samobójczej. Sissy nie chce być niewiadzialna. 
Co do dzieciństwa Brandona i Sissy to wymyśliłam dwie wersje, albo dzieci były wykorzystywane seksualnie, albo Brandon żywił do Sissy niekoniecznie braterską miłość. Ciekawi mnie co w tej sprawie miał by do powiedzenia McQueen.


Odkrycia muzyczne 2012 roku

Do pełnego podsumowania zostały jeszcze prawie 3 miesiące, ale chciałam powspominać piosenki, które towarzyszyły mi w tym roku.

STYCZEŃ

Cóż styczeń z pewnością w dużej mierze należał do kontrowersyjnej córki milionera Lany Del Rey.
Born to die zupełnie mnie oczarowało. Charakterystyczny, lekko oschły wokal, fajny tekst, i do tego ten teledysk... Nie mogłam się napatrzeć na Lanę siedzącą na tronie w białej sukni z koroną ze zwiędłych kwiatów... Cóż jestem estetką...


W mniejszym stopniu, ale również słuchałam Blue Jeans, Video Games.

Tej piosenki, trudno było nie słuchać, bo leciała dosłownie wszędzie. Teledysk, średnio mi się podobał, ale tekst piosenki i wokal Gotye (tak łudząco przypominający Stinga) był na TAK ;)



W tym wypadku, ogromne wrażenie zrobił na mnie teledysk, w piosence też jest coś z magii.
Tyle barw w tym z pozoru czarno- białym teledysku. Uwielbiam czerń i biel, ale w tym wydaniu przybrała zupełnie inny wymiar niż się spodziewałam.


LUTY

To stara piosenka, znana mi jeszcze z dzieciństwa, ale jest w niej tyle charyzmy do tego fantastyczny wokal Phila i coś co jest lekko przerażające...



Hm, luty chyba przedstawiał się dosyć mrocznie, bo biegałam również do tej piosenki:


Może trochę wstyd się przyznać :P Ale w walentynki wybrałam się do kina ze swoją dziewczyną (żartuję z przyjaciółką :P) do kina na Big Love film znanej reżyserki Pani Basi Białowąs (moja ulubiona reżyserka!)  i jakoś takoś, całkiem polubiłam piosenkę Ady Szulc :/ Ok, czasami zdarza mi się ją wciąż włączać :P No, ale co tu dłużej zanudzać, słowa, słowa, słowa, jakby powiedziała Nasza polska BB ;)



MARZEC

Pierwsze promyki słońca przywitałam piosenką znaną z Kill Billa ;)



Jako iż był to czas intensywnego biegania, to potrzebowałam czegoś w miarę szybkiego i przyjemnego, nie wiedzieć czemu, padło na Roxette ;)



W marcu, na chwilę, pojawiła się też Nancy Sinatra ;)




piątek, 5 października 2012

Ocean...

Obiecałam sobie po cichu, że gdy stanę przed ogromem oceanu, w uszach będzie mi dźwięczeć ta piosenka ;)


czwartek, 4 października 2012

Piosenki o trywialnych opowiastkach z życia

Uwielbiam piosenki, w których zawarta jest jakaś historia, pewne przemyślenia na temat życia, wspomnienia, przesłanie, które w jakiś sposób odniesiemy do własnych wspomnień...


I come from down in the valley 
where mister when you're young 
They bring you up to do like your daddy done 
Me and Mary we met in high school 
when she was just seventeen 
We'd ride out of this valley down to where the fields were green 

We'd go down to the river 
And into the river we'd dive 
Oh down to the river we'd ride 

Then I got Mary pregnant 
and man that was all she wrote 
And for my nineteenth birthday I got a union card and a wedding coat 
We went down to the courthouse 
and the judge put it all to rest 
No wedding day smiles no walk down the aisle 
No flowers no wedding dress 

That night we went down to the river 
And into the river we'd dive 
Oh down to the river we did ride 

I got a job working construction for the Johnstown Company 
But lately there ain't been much work on account of the economy 
Now all them things that seemed so important 
Well mister they vanished right into the air 
Now I just act like I don't remember 
Mary acts like she don't care 

But I remember us riding in my brother's car 
Her body tan and wet down at the reservoir 
At night on them banks I'd lie awake 
And pull her close just to feel each breath she'd take 
Now those memories come back to haunt me 
they haunt me like a curse 
Is a dream a lie if it don't come true 
Or is it something worse 
that sends me down to the river 
though I know the river is dry 
That sends me down to the river tonight 
Down to the river 
my baby and I 
Oh down to the river we ride

California dreaming

Czy Was też tak strasznie pasjonują hipisi? 















środa, 3 października 2012

Pizza lepsza niż w pizzerii

Zawsze ogromnie ubolewałam nad tym, że domowa pizza jest taka zupełnie różna od tej w pizzerii. Niby nie to, że gorsza, ale zupełnie inna. Próbowałam gotowych spodów, sama robiłam spody...Ale zawsze coś było nie tak... Ktoś mi nawet kiedyś powiedział - Nigdy nie uda Ci się zrobić takiej pizzy jak w pizzerii, bo tam mają  specjalne piece! Jakoś ciężko było mi się z tym pogodzić, więc w końcu nadszedł ten wspaniały dzień zrobiłam pizzę, nie taką jak w pizzerii! LEPSZĄ!

Nie ma co się oszukiwać clue do smacznej pizzy to ciasto, reszta składników dobierana jest tylko i wyłącznie według gustu smakowego.

Pizza


Ciasto
Produkty:
Mąka pszenna 3 szkl.
Cukier 1 łyżka
Sól 1 łyżeczka
Przyprawy (oregano, czerwona słodka papryka, bazylia)

Ciepła woda 1 szkl.
Świeże drożdże 50 g
Olej 3 łyżki

Przygotowanie

Do miski wsypujemy 3 szklanki mąki, łyżkę cukru, łyżeczkę soli i przyprawy, mieszamy na sucho. 
Do szklanki wrzucamy rozdrobnione drożdże, 3 łyżki oleju i szczyptę cukru. Zalewamy do połowy ciepłą wodą, mieszamy, tak żeby drożdże się rozpuściły, dolewamy resztę wody. Zawartość szklanki wlewamy do miski z suchymi składnikami. Mieszamy, następnie zagniatamy ciasto. Odstawiamy ciasto do wyrośnięcia (najlepiej jak podwoi swoją masę).

W tym czasie zajmujemy się przygotowaniem sosu i pozostałych składników. Można też włączyć piekarnik żeby się nagrzał (250 stopni)

Sos pomidorowy
Produkty:
Pomidory 2 szt.
Koncentrat pomidorowy 2 łyżki
Oliwa 1 łyżka
Czosnek 1 ząbek
Przyprawy (oregano, bazylia, majeranek, sól, pieprz, świeża bazylia)

Wszystkie składniki łączymy w blenderze.

Sos czosnkowy
Produkty
Jogurt naturalny 2 łyżki
Majonez 2 łyżki
Czosnek 2 ząbki

Wszystkie składniki łączymy w blenderze.


Kiedy ciasto wyrośnie, dzielimy je dwie części. Ręce i papier do pieczenia smarujemy niewielką ilością oliwy, następnie formujemy okrągły placek (grubość według uznania).


Gotowy spód pizzy, smarujemy, wcześniej przygotowanym sosem pomidorowym.


Posypujemy żółtym serem (ogromnie polecam mozarellę).
Następnie układamy resztę składników według uznania. Jeżeli miała by być to opcja wege, to można dodać pieczarki, paprykę żółtą, czerwoną, zieloną, oliwki zielone, czarne, cebulę, świeżą bazylię, pomidor świeży, pomidory suszone.

Cóż mogę powiedzieć, jedyne słowo jakie mi przychodzi w tej chwili do głowy to- PYSZNIE! ;)


Kartoflak bez kartofli

Brzmi to może troszkę śmiesznie, ale dzisiaj zrobiłam Kartoflaka, który nie ma nic wspólnego z kartoflami ;)
Pierwotnie danie to nazwane zostało pasztetem, ale gdybym miała kierować się tylko moimi kubkami smakowymi to powiedziała bym- kartoflak. Dlatego po modyfikacji nazwy dania przedstawiam Wam:

Kartoflak z cukinii z duszonymi pieczarkami



Produkty:
Cukinia 1 średniej wielkości (po starciu mają wyjść 3 szklanki)
Marchewki 2 duże
Jajka 4 szt.
Olej rzepakowy (Kujawski) 1/2 szkl.
Bułka tarta 1 i 1/2 szkl. 
Ser żółty Gouda 30 dag.
Cebula 1 szt.
Zielona pietruszka 1 pęczek
Przyprawy: sól, pieprz, gałka muszkatołowa, cynamon, pieprz ziołowy, zioła prowansalskie, cukier, kminek.


Przygotowanie
Cukinię ścieramy na grubych oczkach. Odcedzamy sok, następnie dodajemy resztę składników, pokrojoną w kostkę cebulę, dwie duże marchewki, olej, starty ser żółty, bułkę tartą, pokrojony pęczek pietruszki. Żółtka oddzielamy od białek. Żółtka wrzucamy do reszty składników, białka ubijamy na sztywną pianę, następnie dodajemy je do reszty. Dodajemy przyprawy (według uznania, ale nie oszczędnie). Mieszamy wszystko dokładnie i przekładamy na wysmarowane masłem i posypane bułką tartą naczynie żaroodporne. Pieczemy przez 70 min. w 180 stopniach.

Pieczarki dusimy na maśle, dodajemy śmietankę, sól i pieprz. 

Danie fantastycznie komponuje się z surówką z kapusty pekińskiej, papryki czerwonej, świeżej bazylii i oliwek zielonych. 

Cóż mogę rzec, danie robiłam pierwszy raz i jak je skosztowałam to odjęło mi mowę...Ważne są tutaj przyprawy, łatwo można przesadzić, ale ich niedostatek też znacznie pogarsza smak. Smakowało mi ogromnie i będę robić często.

wtorek, 2 października 2012

Szybko, zdrowo, smacznie...

W zasadzie od ponad roku intensywnie wzięłam się za gotowanie. Raz mi coś z tego wychodzi, raz nie (częściej COŚ wychodzi ;)) Jestem zwolenniczką zdrowej żywności, uwielbiam warzywa i owoce (jak można ich nie lubić?!), za to nie przepadam za mięsem (niektórym może wydać się to dziwne). Do wegetarianizmu przymierzam się długi czas, może więc nadeszła ta wiekopomna chwila, żeby zrezygnować całkowicie z mięsa? Dla mnie rezygnacja całkowita z mięsa niesie za sobą same zalety - zdrowo, moc ciekawych dań do spróbowania i przygotowania, poza tym czyste sumienie, bo kocham wszystkie zwierzęta i to trochę nie fair, że trafiają na mój stół... Decyzję podjęłam dzielnie już 5 dni temu i od tej pory nie miałam w swojej buzi nic mięsnego ;) Jeżeli mam być szczera, zawsze wracałam do mięsa tylko z czystej wygody, bo jak się nie ma pomysłu na obiad to zawsze można wrzucić schabowego na patelnię :/
Moja mama jest dietetyczką, więc u nas w domu od zawsze jadało się dosyć zdrowo. Jako mała dziewczynka nawet nie za bardzo wiedziałam co to chipsy, żelki i inne. Potem wpływ środowiska zrobił swoje, ale tego typu jedzenie od zawsze było i jest u nas rzadkością.
Mnie temat żywności też ogromnie wciągnął, uwielbiam przeglądać książki kucharskie, czytać o żywności ekologicznej. Do tego stopnia stało się to moją pasją, że w lipcu obroniłam pracę licencjacką dotyczącą żywności ekologicznej.
Od razu mówię i zaznaczam, nie jestem ekspertem, nie mam przed oczami wartości produktów, często mogę się mylić. Jednak od czasu do czasu, chciała bym podzielić się z Wami, prostymi, zdrowymi i ciekawymi przepisami, które wypróbowałam sama, które podbiły w jakiś sposób moje kubki smakowe ;)

I tak dzisiaj chciała bym podzielić się z Wami bardzo szybkim (10 min.) zdrowym i pięknym pomysłem na lunch, tudzież obiad ;) Przepis ten to raczej nie jest "gotowanie", a zwyczajna inspiracja, dla tych, którzy chcieli by zjeść coś "zaraz" i zdrowo.

Lekki lunch/obiad z łososiem w roli głównej 


Produkty

Łosoś atlantycki wędzony w koprze 70 g (ok. 140 kcal)
                   Mix sałat z roszpunką 50 g (ok. 10 kcal)
Śliwka węgierka 1 szt.
Pomidor 1 szt. (ok. 10 kcal)
Ziarno słonecznika 1 łyżka (ok. 85 kcal)
Ser pleśniowy President 20 g  (ok. 70 kcal)
RAZEM: ok. 315 kcal

Przepis jest prosty. Wsadziłam łososia do piekarnika na 180 stopni, piekłam na termoobiegu przez 5-6 min. 
Na talerzu ułożyłam mix sałat, posypałam ziarnem słonecznika, dodałam pokrojonego pomidora, śliwkę i ser, pokropiłam odrobiną soku z cytryny.

Po zjedzeniu czułam się najedzona, ale jednocześnie lekka. Smakowało mi na tyle, że miała bym ochotę na jeszcze. 

Kilka ciekawostek odnośnie produktów

Łosoś
Niezależnie od odmiany łosoś jest rybą pełną zalet: bogata w białko, witaminy A, D i E. Największą zaletą są korzystne dla zdrowia kwasy tłuszczowe z grupy Omega- 3.

Słonecznik
Obniża cholesterol.

Pomidor
Bogactwo potasu.

SMACZNEGO!



W następnym poście przepis na pizzę ;)