Dosyć kontrowersyjna artystka, ale mimo wszystko artystka (mam nadzieję). Ciężko mi się do końca ustosunkować do jej osoby (a może nawet nie powinnam), nie rozumiem, czemu na początku robiła z siebie biedaczkę i ukrywała ojca milionera, nie rozumiem też jej zamiłowania do operacji plastycznych. O ile w Born to die wyglądała naturalnie i pięknie, tak powoli zaczyna przypominać dziwoląga. Na występy na żywo, mogę przymknąć oko. Na plus jest na pewno to, że Lana większość o ile nie wszystkie teksty pisze sama, podobają mi się też teledyski jej autorstwa. Jest w nich coś totalnie wzruszającego i lekko smutnego. Ci ludzie, których nigdy nie spotkamy, którzy byli kiedyś młodzi i beztroscy, wycinki ze starych kreskówek, które są namiastką wspomnień z dzieciństwa. Ktoś określił te teledyski mianem "barokowych kolaży", coś w tym jest.
Dosyć interesujący wydał mi się też wywiad z Laną dla Myspace. Odniosłam wrażenie, że ona jest totalnie zamknięta w swoim świecie, jak taka zagubiona, mała dziewczynka. Jak Alicja w krainie czarów.
Na plus jest też jej indywidualny styl, tak daleki od stylu makabrycznych artystek XXI wieku. Jej teksty, tak jak teksty Bruce'a Springsteena, aczkolwiek może to za duże porównanie, są prawie poezją. Dowolność interpretacji i bogactwo symboli, których bezsensu szukać u Rihanny czy Britney Spears. Pojawienie się Lany jest krzepiące, jak się okazuje można w dzisiejszym świecie być artystką przez duże A. Zobaczymy co będzie dalej działo się w jej piosenkach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz