STYCZEŃ
Cóż styczeń z pewnością w dużej mierze należał do kontrowersyjnej córki milionera Lany Del Rey.
Born to die zupełnie mnie oczarowało. Charakterystyczny, lekko oschły wokal, fajny tekst, i do tego ten teledysk... Nie mogłam się napatrzeć na Lanę siedzącą na tronie w białej sukni z koroną ze zwiędłych kwiatów... Cóż jestem estetką...
W mniejszym stopniu, ale również słuchałam Blue Jeans, Video Games.
Tej piosenki, trudno było nie słuchać, bo leciała dosłownie wszędzie. Teledysk, średnio mi się podobał, ale tekst piosenki i wokal Gotye (tak łudząco przypominający Stinga) był na TAK ;)
W tym wypadku, ogromne wrażenie zrobił na mnie teledysk, w piosence też jest coś z magii.
Tyle barw w tym z pozoru czarno- białym teledysku. Uwielbiam czerń i biel, ale w tym wydaniu przybrała zupełnie inny wymiar niż się spodziewałam.
LUTY
To stara piosenka, znana mi jeszcze z dzieciństwa, ale jest w niej tyle charyzmy do tego fantastyczny wokal Phila i coś co jest lekko przerażające...
Hm, luty chyba przedstawiał się dosyć mrocznie, bo biegałam również do tej piosenki:
Może trochę wstyd się przyznać :P Ale w walentynki wybrałam się do kina ze swoją dziewczyną (żartuję z przyjaciółką :P) do kina na Big Love film znanej reżyserki Pani Basi Białowąs (moja ulubiona reżyserka!) i jakoś takoś, całkiem polubiłam piosenkę Ady Szulc :/ Ok, czasami zdarza mi się ją wciąż włączać :P No, ale co tu dłużej zanudzać, słowa, słowa, słowa, jakby powiedziała Nasza polska BB ;)
MARZEC
Pierwsze promyki słońca przywitałam piosenką znaną z Kill Billa ;)
Jako iż był to czas intensywnego biegania, to potrzebowałam czegoś w miarę szybkiego i przyjemnego, nie wiedzieć czemu, padło na Roxette ;)
W marcu, na chwilę, pojawiła się też Nancy Sinatra ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz