czwartek, 6 grudnia 2012

Świąteczne Drezno

Tak się złożyło, że miałam ostatnio przyjemność odwiedzić Drezno i trafiłam na tzw. Weihnachten markt, czyli po naszemu Jarmark Bożonarodzeniowy.

Muszę przyznać, że Drezno to piękne miasto, fantastyczna architektura. A Jarmark wprowadził mnie w iście świąteczny klimat.
Wszędzie unosił apetyczny zapach pieczonych kiełbasek, jabłek w karmelu, ciasta i grzanego wina. Do tego w tle można było usłyszeć kolędy z całego świata. Zakochałam się w tym miejscu!






Historia Lisey - Stephen King


Książkę "połknęłam" dopiero przy drugim podejściu.

Krwawe love story. Historia przerażająco intymnego uczucia. Po śmierci męża pisarza - Lisey sama  musi się zmierzyć z jego demonami. 

Nie jest to z pewnością najlepsza książka Stephena Kinga. Sposób pisania tej powieści jest w pewien sposób drażniący, ktoś określił to jako - neologiczny bełkot. Rzeczywiście przerywniki w postaci wymyślonych przez bohaterów słów są irytujące. Przez to książkę czyta się długo i jest to męczące.
Na początku jest na prawdę nudno, fabuła ciągnie się i ciągnie... Potem zaczyna robić się ciekawie, ale nie ma zachwytu. Wszak King nieco powtarza się w tej powieści, dla mnie temat przenikających się światów w świetny sposób został uchwycony chociażby w Cmentarzu Zwierząt. Tutaj jest nieco gorzej. Miała to być właśnie historia tego czym jest prawdziwa miłość- niezwykle intymne uczucie i tworzenie nowego, wspólnego świata. 
Wyszło średnio, jak na Kinga. Powieść jest za długo i nużąca. 

Trzy kolory- Biały


"Trzy kolory" Kieślowskiego to trylogia w barwach flagi francuskiej "Wolność, równość, braterstwo"- hasła rewolucji francuskiej są głównymi przesłaniami poszczególnych części. 
Za mną dwie części- Niebieski (wolność) i  Biały (równość).
Niebieski był ciekawym obrazem, może nawet w jakiś sposób pięknym, jednak muszę przyznać, że średnio przypadł mi do gustu.
Do Białego ciężko było mi się przekonać, nie przepadam za Zamachowskim. Jednak, jeżeli postanowiłam zaliczyć całą trylogię, nie mogłam rezygnować z żadnej części. 
Uprzedzenia...ile piękna odbierają z życia...

Dominique rozwodzi się ze swoim mężem Karolem- polskim fryzjerem. Wyrzuca go z domu i odbiera salon fryzjerski. Mężczyzna mieszka na dworcu i żyje jak bezdomny. Pewnego dnia spotyka swojego rodaka- Mikołaja. Ten pomaga wrócić mu do ojczyzny. 

Nie widziałam chyba w swoim niedługim życiu tak pięknego, polskiego filmu.
Od strony technicznej- fantastyczna gra aktorska - Zamachowski, Gajos, Stuhr, Pazura- grają według mnie wybitnie.
Scenografia - trudno nie wzruszyć się chociaż trochę na słowa Karola - "Nareszcie w domu" i rzut kamery na szaro-bure pole zasiedlone przez wrony. 
Rozumiem, że żyjemy w czasach komputerowej scenografii, ale mnie, estetyka tego filmu poruszyła dogłębnie!
Muzyka- fantastyczny Preisner- dużo utworów fortepianowych i skrzypcowych. 

Historia Karola jest przepiękna, wzruszająca. Człowiek skrzywdzony, upodlony, człowiek na dnie, odradza się by wyrównać rachunki.

Cieszę się, że mogłam zobaczyć ten film, że moja przyjaciółka miała go na laptopie i wpadłyśmy na pomysł, żeby zabrać się za trylogię Kieślowskiego. 
Biały to jeden z tych filmów, który pamięta się przez długie lata i wraca z przyjemnością wiele razy. 
Cóż mogę powiedzieć- OBEJRZYJCIE! 
Film w całości można znaleźć na Youtubie 



wtorek, 20 listopada 2012

Zbrodnia idealna!


Czy ktoś z Was gustuje w starych, klasycznych filmach? Ten oto film w reżyserii Alfreda Hitchcocka, powstał w 1954 roku. Lekko teatralna scenografia, akcja w jednym miejscu, rozległe dialogi - to z pewnością cechy, które wyróżniają M jak Morderstwo na tle dzisiejszych produkcji. 

Tony Wendice (Ray Milland) odkrywa zdradę swojej żony. Wynajmuje i szantażuje swojego dawnego kolegę. Ten w czasie napaści na Margot Wendice (Grace Kelly) sam zostaje zamordowany, a biedna Margot oskarżona o zabójstwo i aresztowana. Jej kochanek (Robert Cummings) i detektyw muszą znaleźć na czas "klucz" do rozwiązania sprawy. (filmweb)


M jak Morderstwo to świetny, inteligentny kryminał. Błyskotliwie uknuta intryga zdaje się być idealna. Główny bohater pomyślał o wszystkim. Plan jest genialny! Co więc staje na drodze? Zwykły los i złożoność natury ludzkiej, bo każdy nawet najbardziej opracowany przez człowieka plan przez jedną, małą zmianę może zostać całkowicie zniszczony. 
Fantastyczna kreacja Grace Kelly, wprost nie można się na nią napatrzeć, na jej stroje, ruchy (jej aktorstwo jest w moich oczach odrobinę woskowe, ma się wrażenie, że jej obecność służy głównie wrażeniom estetycznym, co w tamtych czasach było częste (Audrey Hepburn, Marilyn Monroe). Gra Raya Millanda to czysty majstersztyk (dzisiaj już się tak nie gra). 
M jak Morderstwo to jeden z tych filmów, które trzeba oglądać w ogromnym skupieniu. Każde wypowiedziane słowo. może być kluczowe dla fabuły. 
Film oparty na sztuce teatralnej w pełni obala mit, jakoby istniała zbrodnia idealna ;)


wtorek, 13 listopada 2012

Liebster blog

Do zabawy zostałam nominowana przez Agnieszkę, przyznam szczerze, że zrobiło mi się bardzo, bardzo miło ;) Dzięki Aga (szkoda, że ja nie mogę i Ciebie zaprosić do zabawy )

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania od Agnieszki:
1. Ulubione miejsce na świecie, gdzie lubisz wracać.

Cóż moja odpowiedź nie będzie jakaś odjechana i oryginalna. Lubię będąc w Zakopanem, wpaść do takiej świetnej karczmy  Przy Młynie. Ma cudowny zakopiański klimat, rubaszną obsługę, przystępne ceny, a wieczorami można tam zasłuchać się w góralskiej muzyce...Poza tym menu- ze specjałami górali- pierwsza klasa! Z tym miejscem wiąże się też mnóstwo pozytywnych wspomnień z mojego życia, no i ciekawostka- karczmę można zobaczyć (z oryginalną obsługą, tak, tak ten łysy pan jest bardzo charakterystyczny) w polskiej komedii romantycznej z Danutą Stenką i Janem Fryczem- Jeszcze raz ;) 

2. Jakim środkiem transportu wolisz podróżować?

Ciężko się zdecydować...ale chyba najbardziej lubię podróżować samochodem- niezależność, dźwięk radia zet, w każdej chwili można się zatrzymać, popodziwiać widoki, odetchnąć świeżym powietrzem...Tak- zdecydowanie samochód (jako pasażer rzecz jasna, bo marny ze mnie kierowca ;)) 

3. Jaki rodzaj filmów polecasz na jesienne wieczory?

Jesienne wieczory są dosyć długie i smętne, jeżeli ktoś nie przepada za kryminałami, to polecam....KRYMINAŁY! (żartuję) Jesień kojarzy mi się z ogniem, ciepłymi barwami, uczuciami, elegancją, dlatego świetnym pomysłem na jesienne wieczory, jest według mnie dramat historyczny, romans, filmy kostiumowe, konkretne tytuły- Księżna, Kochanice króla, Dorian Gray, Afera naszyjnikowa, Anna Karenina, Niebezpieczne związki, Pachnidło...

4. Co lubisz robić w wolnym czasie?

Sporo tego, eksperymentować w kuchni, oglądać filmy, seriale, czytać książki, gazety, łazić po sklepach i pół godziny zastanawiać się nad odpowiednim odcieniem lakieru do paznokci- bo przecież kolor winny, a kolor rubinowy to kolosalna różnica (jako ciekawostka- nie znoszę malować paznokci- zawsze w coś pacnę! zawsze!) spotykać się z moimi ziomkami i gadać do 4 nad ranem o kinie europejskim i amerykańskim, od czasu, do czasu poćwiczyć! Ale najważniejsze....JEŚĆ! Żartuję :P 

5. Jaki jest Twój wymarzony zawód?

Bo ja wiem... Nie ma takiego chyba, bo to co ja sobie wyobrażam w związku z daną profesją, a to, co oznacza dana profesja w rzeczywistości- może się skrajnie różnić! Ale jeżeli miała bym wykazać się dziecinną wyobraźnią to mogła bym być, np. projektantką mody! Uwielbiam modę, ciuchy...Albo fotografem modowym! Wszak jestem estetką! :P

6. Napisz trzy słowa, które najbardziej opisują Twoją osobowość.

Tylko trzy?! Jej...to będzie trudne. WWW- Wesoła, Wredna, Wysoce inteligentna! :P

7. Ulubiona pora roku

U mnie to zależy od tego jaką porę mamy aktualnie, więc na dzień dzisiejszy moja ULUBIONĄ porą roku jest LATO. Zapewne latem, stwierdzę, że zima ;) Nie jestem zbyt stała.

8. Jakie książki lubisz czytać?

Głównie thrillery, horrory i kryminały. Agatha Christie, Stephen King i Dan Brown tworzą moje ulubione trio literackie ;)

9. Teatr czy kino?

Och jej...Ciężkie pytanie, zważywszy na to, że niektóre filmy są bardzo teatralne. Ale niech będzie- KINO!

10. Jaki samochód byś sobie kupiła?

Nie znam się na samochodach... średnio mnie ciekawią. Ale jakbym miała wybrać, no to jakieś pasujące do mnie- małe, czarne i proste w obsłudze :P

11. Jakie najbardziej egzotyczne państwo chciała byś zwiedzić? 

Cóż...ciężko mi stwierdzić, które jest bardziej, a które mniej egzotyczne. Ale na pewno jakieś z Ameryki Południowej ;) 

Moje pytania:
1. Książka czy film- uzasadnij.
2. Jaką kuchnię lubisz najbardziej?
3. Wino czy piwo?
4. Czy na co dzień uprawiasz jakiś sport?
5. Za co kochasz bądź nie Święta Bożego Narodzenia? 
6. Najulubieńszy z ulubieńszych filmów? Uzasadnij
7. Pomysł na oryginalny prezent bożonarodzeniowy.
8. Które polskie miasto warto zobaczyć według Ciebie?
9. Ostatnia ściągnięta przez Ciebie piosenka.
10. Czy masz jakieś zwierzątko domowe? :D
11. Co sądzisz o moim blogu? ;>

Nominuję: WSZYSTKICH CHĘTNYCH! 

niedziela, 11 listopada 2012

Bond czy błąd?



To już bodajże 22 spotkanie z agentem 007. Czy można je uznać za udane? Czy warto pójść do kina?

Po ataku na siedzibę MI6, M zostaje zmuszona do przeniesienia działalności do podziemnego centrum. Jej każdy krok śledzi nowy przewodniczący Komitetu Wywiadu i Bezpieczeństwa, Mallory. M może zaufać tylko Bondowi. Bez względu na konsekwencje 007 będzie musiał wytropić i zniszczyć zagadkowego przeciwnika. Z pomocą agentki Eve Bond podąża tropem tajemniczego i bezwzględnego Raoula Silvy. Z czasem zaczyna odkrywać motywy jego działań.

Warto w tym miejscu nawiązać do tradycji bondowskiej i do tego , z czego właściwie "dobry Bond" winien się składać. Wybaczcie moje trywialne podejście, ale jestem tylko, albo aż kobietą ;)

Po pierwsze, główny bohater powinien być przystojny, szarmancki, elegancki, elokwetny i mieć to coś! Jak jest w przypadku Skyfall? Cóż uroda Daniela Craiga to rzecz gustu, jednak ciężko mu odebrać pewien urok, także - DONE!

Po drugie, piosenka! Czy mam w Skyfall dobrą piosenkę? MAMY! Wręcz wyśmienitą. Czy trzeba w tym miejscu wyrażać zachwyt nad wokalem Adele? Świetny, zmysłowy utwór - DONE!

Po trzecie, dziewczyny Bonda! W Skyfall mamy dwie, urocze panie, dla kontrastu- skrajnie różne. Na szczęście nie mają żadnych drażniących manier - DONE!

Po czwarte, czarny charakter. Czy czarny charakter w Skyfall jest rzeczywiście czarny? No cóż...Niewątpliwie pan Bardem stworzył jeden z najciekawszych charakterów w dziejach Bondów ( a bynajmniej w czterech, które widziałam :P) - DONE!

Po piąte, ciekawa fabuła. Nie rozpisując się- nie nudziłam się ani przez chwilę, a warto wspomnieć,  że w stosunku do kina męskiego jestem bardzo wymagająca! - DONE!

Po szóste, miłe dla oka intro. Całkiem interesujące obrazy,  a w tle Adele...Czy trzeba coś jeszcze dodawać? Świetne wprowadzenie - DONE!

Po siódme, scenografia. Są piękne światła Hong Kongu, pochmurny Londyn i bajeczna Szkocja.... Na dużym ekranie prezentuje to się przecudownie - DONE! 

To chyba wszystkie punkty, które w jakiś tam sposób muszą mnie uwieść, jeżeli chodzi o Bondy- tak charakterystyczne i specyficzne kino. Skyfall mnie zachwyciło! Warto wybrać się do kina ;) 

sobota, 3 listopada 2012

Muzyczna świeżynka - Jessie Ware

Z Jessie zapoznałam się całkowicie przypadkowo, zrządzeniem losu można by rzec. Nasze pierwsze spotkanie przebiegło w takt Running. Potem o mojej muzycznej przyjaciółce, przyznam, że zapomniałam. Słyszane często w radiu Wildest moments, nijak nie kojarzyło mi się z jej wokalem. Jednak talent tej artystki wrócił jak bumerang, by ponownie mnie zaczarować pięknym, subtelnym i sensualnym wokalem. Czysty, klasyczny pop z nutką nowoczesnej świeżości- to jest to! Akurat na zimowe wieczory przy grzanym winie z pomarańczą i świeczkach ;)

Recenzja debiutanckiej płyty Jessie Ware- Devotion (Onet.pl)

Jeśli pod koniec grudnia "Devotion" nie znajdzie się w czołówkach wszelkich podsumowań na najlepszy album 2012 roku, oznaczać to będzie tylko tyle, że mamy niesamowicie mocny okres we współczesnej muzyce. Wydaje się jednak, iż to rozważanie hipotetyczne, bo Jessie Ware za swój debiut wyróżnień zgarnie z pewnością co niemiara.

Tytuł jednego z nagrań promujących ten album, czyli "110%", doskonale oddaje nakład pracy artystki, jak i stopień spełnienia oczekiwań fanów. Fanów wygłodniałych popu subtelnego, wysmakowanego, dużo nowocześniejszego od nagrań chociażby Sade i Adele, ale bez eksperymentów nie do końca przyswajalnych dla "niedzielnego" słuchacza, czego część osób się spodziewało po produkcji, do której ręce przyłożył Julio Bashmore. Tymczasem nic z tego. Płyty słucha się od początku do końca wyśmienicie.
Słychać na "Devotion" wpływy mocniejszych brzmień, ale to nie dziwi, skoro za muzykę odpowiada Dave Okumu z The Invisible. Słychać też fascynacje klasycznym soul-popem w stylu Prince'a czy nieodżałowanej Whitney Houston. Ale znajdziemy też odwołania do ciągle poszukującego, żywego organizmu jakim jest future soul, w którym specjalizują się Frank Ocean, J*DaVeY czy Sa-Ra. No i jest też soczysta dawka elektroniki, tej typowo londyńskiej, pachnącej dusznymi klubami i niby już mainstreamowej, ale wciąż zaskakującej czymś świeżym.
Najważniejsze jednak, że pomimo tak licznych odniesień, to płyta w 100% Jessie Ware. Zachwycający wokal, niegłupie teksty, doskonałe pomysły na melodyjne, wpadające do ucha piosenki. Ta dziewczyna nie chce kogokolwiek kopiować. Jeśli się inspiruje, to świadomie, bez ślepego naśladownictwa. W efekcie dostaliśmy jedenaście zgrabnych, doskonale przygotowanych piosenek i aż strach pomyśleć, że skoro to dopiero debiut, to jak ogromny jest potencjał Ware?
Moi faworyci:









środa, 31 października 2012

(O)powieści z krypty!

Czy ktoś z Was jest może miłośnikiem, zawiłych, kryminalnych zagadek tak jak ja? Albo teorii spiskowych?
Uwielbiam usiąść sobie wieczorem przy wielgachnym kubku herbaty i przeczytać jakiś dobry kryminał. A że wieczory jesienno-zimowe zdają się nie mieć końca, tak też zagadek i morderstw nigdy dość! (herbaty i kawy też ;))
Niekwestionowaną mistrzynią pisania kryminałów, jest według mnie szanowna Agatha Christie! Co prawda zdecydowanie od pani Marple wolę Herkulesa Poirota, ale nie ulega wątpliwości, że te zazwyczaj dosyć cienkie książki ( a może nawet książeczki ) uzależniają! Nie jestem w stanie wymienić ile już przeczytałam i jak bardzo się boję, że kiedyś skończę!
Zasada dotycząca fabuły jest jedna i niezmienna- mordercą jest zawsze ten kogo najmniej podejrzewamy! Silenie się na odgadnięcie jest zazwyczaj bezsensowne... Ale czasami jestem "dosyć" blisko! To tak na marginesie, ale przejdźmy do tematu głównego.

Korzystając z nadarzającej się okazji Halloween, pragnę polecić Wam kilka straaaaaasznie, przerażających pozycji (na liście znalazł się jeden tylko kryminał). Zacznijmy może od najbardziej pasującej pozycji ;)

CMĘTARZ ZWIEŻĄT
Stephen King 



Na świecie istnieją dobre i złe miejsca. Nowy dom rodziny Creedów w Ludlow był niewątpliwie dobrym miejscem - przytulną, przyjazną wiejską przystanią po zgiełku i chaosie Chicago. Cudowne otoczenie Nowej Anglii, łąki, las; idealna siedziba dla młodego lekarza, jego żony, dwójki dzieci i kota. Wspaniała praca, mili sąsiedzi - i droga, po której nieustannie przetaczają się ciężarówki. Droga i miejsce za domem, w lesie, pełne wzniesionych dziecięcymi rękami nagrobków, z napisem na bramie: CMĘTARZ ZWIEŻĄT (cóż, nie wszystkie dzieci znają dobrze ortografię...). 
Ci, którzy nie znają przeszłości, zwykle ją powtarzają... i nie chcą słuchać ostrzeżeń. 

Cóż mogę rzec? Ciarki na plecach, zimny pot, kołatanie serca...Tak, tak, powieść ta jest PRZERAŻAJĄCA!

DRACULA
Bram Stoker


Jonathan Harker, młody prawnik wyrusza w podróż do Transylwanii  by sfinalizować zakup posiadłości w Londynie przez Hrabiego Drakulę.  Choć na początku swego pobytu jest pod wrażeniem uprzejmości Draculi, wkrótce odkrywa jego dziwne zachowania i zdaje sobie sprawę z tego, że jest więźniem nie gościem. 


Postać Hrabiego Draculi uważam, za jedną z najbardziej przerażających zarówno w świecie literatury jak i w  świecie filmowym.

LŚNIENIE
Stephen King


To jeden z najlepszych współczesnych horrorów. Nastrój grozy i napięcia potęguje się w niej z każdą minutą. Pięcioletni chłopiec Danny znalazł się z rodzicami w opustoszałym na zimie hotelu. Wrażliwe, obdarzone zdolnościami wizjonerskimi dziecko odbiera fluidy czające się w jego murach; były one świadkami krwawych porachunków świata przestępczego i milionerów. Straszliwe zdarzenia, które kończą fabułę, są jednak niczym w porównaniu z przejściami psychicznymi bohaterów. 

Po przeczytaniu przez kilka nocy z rzędu miałam koszmary!

TO
Stephen King



Najbardziej przerażająca powieść Kinga. Tytułowe To stanowi metamorfozę tkwiącego w ludziach zła. 
Derry w stanie Maine, miejsce ledwie widoczne na mapie. Dochodzi tu do wyjątkowej eskalacji zbrodni, okrutnych morderstw, gwałtów i tajemniczych wypadków. W kanałach miasteczka zalęgło się To. Bliżej nieokreślone, przybiera najróżniejsze postacie ? klauna, ogromnego ptaszyska, głosu w rurach. Poluje na dzieci. Tylko dzieci potrafią To dostrzec. I dlatego właśnie one stają do walki z potworem. Mija dwadzieścia kilka lat i To powraca. Dzieci są już dorosłymi, ale muszą odnaleźć w sobie dziecięcą wiarę, lojalność i odwagę, by skutecznie stawić mu czoła. 

Czy jest coś straszniejszego niż czyhający w rurach kanalizacyjnych clown?

10 MURZYNKÓW
Agatha Christie


Dziesięć przypadkowych osób, które nic nie łączy dostaje zaproszenie na Wyspę Murzynków. Myślą, że będzie tam udany i spokojny wypoczynek. Nie spodziewają się niczego złego, nawet, gdy czytają wierszyk o dziesięciu znikających murzynkach, który wisi na ścianie. Co zacznie się dziać, gdy kolejne wersy wierszyka zaczną się sprawdzać?

Co chwila ktoś ginie, a Ty masz wrażenie, że szelest na klatce schodowej spowoduje, że zaraz sam zginiesz!

P.S. Jeżeli chodzi o sprawę Au Pair- to sytuację określam jako tragiczną i beznadziejną ;)

niedziela, 14 października 2012

"Bliżej" niż blisko

Filmy Mike Nicholsa są typowymi melodramatami. Pan on słynnego Absolwenta lubuje się w nieco sennym, ale i ogromnie estetycznym klimacie. Nie widziałam zbyt wiele filmów z jego twórczości, ale to co wyróżnia zarówno "Bliżej" jak i "Absolwenta" to niewątpliwie bardzo piękna ścieżka dźwiękowa, bardzo sensualna.

Czwórkę nieznajomych ludzi zaczyna łączyć sieć bliskich kontaktów.

Fabuła wydaje się banalna. Mamy czwórkę całkiem atrakcyjnych ludzi. Jest młody, skryty pisarz, jest  piękna dziewczyna, jest dojrzała pani fotograf i pewny siebie lekarz. Co łączy tych ludzi? W zasadzie NIC! Są sobie obcy i mimo, że w pewnym momencie są bliżej niż blisko siebie, to wciąż pozostają sobie OBCY, bo nieważne jak bardzo zbliżymy się do kogoś, nigdy nie dowiemy się jaki jest naprawdę, co zrobi, co myśli, co czuje. Nawet sami nie znamy siebie do końca i nie jesteśmy w stanie przewidzieć swoich zachowań. Tak jak w piosence Bogusława Meca "Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt, bo sama tego nie wiesz ty."
Czym jest w takim razie miłość? Tylko przypadkiem. "Love is an accident...waiting to happen." Drogi ludzi splatają się, czasami przez jakiś czas, dłuższy bądź krótszy biegną razem, by następnie znowu się rozdzielić. Tak naprawdę, choćby nie wiem, jak każdy z nas zaprzeczał, jesteśmy egoistami, hedonistami. Każdy lubi mieć obok siebie osobę, która chociaż trochę będzie nas wielbiła, umilała czas, zabawiała. Nie ma w tym nic dziwnego, w tym tkwi ludzka słabość. Wydaje mi się, że jedyną bezinteresowną miłością jest miłość matki do dziecka. A przynajmniej powinna taka być.
I o tym mniej więcej jest "Bliżej" o ludzkim egoizmie, o samotności, obcości.
Uwielbiam trailer do tego filmu, uważam, że jest wyjątkowo piękny.
Piosenki z trailera gdyby kogoś interesowało: Damien Rice- The Blower's daughter
Suzanne Vega- Caramel

poniedziałek, 8 października 2012

Marzenia "Marzycieli"


Film z 2003 roku w reżyserii Bertolucciego- twórcy między innymi kontrowersyjnego Ostatniego Tanga w Paryżu. 

Paryż- 1968 roku czas politycznych i kulturalnych rewolucji. Dla rodzeństwa Theo i Isabelle, czas eksperymentów seksualnych i emocjonalnych.

"Marzyciele" to dla mnie przede wszystkim świetny klimat, muzyka i cofnięcie w czasie do dawno zapomnianych klasyków. 
Film jest bardzo odważny, a erotyka momentami zbyt dosłowna. 
Ktoś doskonale podsumował w moich oczach zamysł tego obrazu - "studium dekadencji jako rozpasanej i nieokiełznanej niedojrzałości".
Mamy do czynienia z młodymi, pełnymi pasji ludźmi, którzy dopiero co wkroczyli w życie społeczne. Jednak kiedy na ulicach trwają zamieszki, a kultura chyli się ku upadkowi, Isabelle i Theo wielcy miłośnicy kina, postanawiają się zabawić na "swój" sposób. Do zabawy wciągają lekko nieśmiałego i skromnego Matthew. 
Zdaje się, że zabawa staje się rodzajem rozgrywek "kto da więcej". Rodzeństwo wyprzedza się w coraz to nowszych i zaskakujących pomysłach, przekraczając wszelkie bariery dobrego obyczaju i smaku. Mieszkanie staje się pewnym małym światem dla ich seksualnych i emocjonalnych przygód. Matthew jest tylko narzędziem w ich rękach, zabawką, którą gdy się znudzą wyrzucą. Co zresztą po części czynią na końcu. Ich uczucie jest chore i niesmaczne, a zachowanie niedojrzałe i zwyczajnie głupie. Czy Bertolucci chciał przez to pokazać jak nieprzemyślanym ruchem są rewolucje, które zdają się być tylko dziecinną grą? Myślę, że każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na to pytanie, po obejrzeniu "Marzycieli".

Lana Del Rey

Dosyć kontrowersyjna artystka, ale mimo wszystko artystka (mam nadzieję). Ciężko mi się do końca ustosunkować do jej osoby (a może nawet nie powinnam), nie rozumiem, czemu na początku robiła z siebie biedaczkę i ukrywała ojca milionera, nie rozumiem też jej zamiłowania do operacji plastycznych. O ile w Born to die wyglądała naturalnie i pięknie, tak powoli zaczyna przypominać dziwoląga. Na występy na żywo, mogę przymknąć oko. Na plus jest na pewno to, że Lana większość o ile nie wszystkie teksty pisze sama, podobają mi się też teledyski jej autorstwa. Jest w nich coś totalnie wzruszającego i lekko smutnego. Ci ludzie, których nigdy nie spotkamy, którzy byli kiedyś młodzi i beztroscy, wycinki ze starych kreskówek, które są namiastką wspomnień z dzieciństwa. Ktoś określił te teledyski mianem "barokowych kolaży", coś w tym jest.
Dosyć interesujący wydał mi się też wywiad z Laną dla Myspace. Odniosłam wrażenie, że ona  jest totalnie zamknięta w swoim świecie, jak taka zagubiona, mała dziewczynka. Jak Alicja w krainie czarów.
Na plus jest też jej indywidualny styl, tak daleki od stylu makabrycznych artystek XXI wieku. Jej teksty, tak jak teksty Bruce'a Springsteena, aczkolwiek może to za duże porównanie, są prawie poezją. Dowolność interpretacji i bogactwo symboli, których bezsensu szukać u Rihanny czy Britney Spears. Pojawienie się Lany jest krzepiące, jak się okazuje można w dzisiejszym świecie być artystką przez duże A. Zobaczymy co będzie dalej działo się w jej piosenkach...




sobota, 6 października 2012

Wstyd nie obejrzeć "Wstydu"!


Film w reżyserii Steve'a McQueena, obsypany  nagrodami na Festiwalu w Wenecji w 2011 roku. 
Hipnotyzujący, wyrafinowany, wzruszający, ostry i odważny - to tylko niektóre z określeń, jakie nasuwają Nam się do głowy po obejrzeniu. 

Brandon jest 30-letnim atrakcyjnym singlem mieszkającym w NYC. Jego naładowane erotyką życie, komplikuje pojawienie siostry. 

O głównym bohaterze wiemy niewiele. Widzimy Brandona- mieszkańca Nowego Yorku, żadnych wzmianek o przeszłości, o dzieciństwie w New Jersey. Pojawienie się siostry, zaburza cały "ład" panujący w jego życiu. 
Brandon odciął się od swojej przeszłości i jak widzimy, nie pała chęcią do utrzymywania kontaktu z rodziną. 
Nasuwa się pytanie- Czemu? Jednak nie jest Nam dane poznać odpowiedź, bo film skupia się nie na przeszłości, a teraźniejszości.  Powiedzenie "kto ma porządek w szafkach, ma bałagan w głowie" jak najbardziej znajduje odzwierciedlenie w tym obrazie. Z pozoru elegancki, przystojny mężczyzna uwielbia ostre porno. 
Brandon jest skryty, samotny...Nie potrafi okazywać uczuć ani emocji, które kumulują się. Złe wspomnienia z dzieciństwa rzutują na całe jego życie. Nie chce ich pamiętać, nie chce o nich rozmawiać, ale te wspomnienia są i zatruwają jego umysł. Pojawienie się siostry tylko zaostrza wewnętrzny konflikt. Bo o ile Brandon w swoim czystym mieszkaniu, był w stanie nie myśleć o dzieciństwie, o tyle patrzenie na blizny na rękach siostry zmusza go do cofnięcia się w przeszłość. 
Zdaje się, że McQueen chciał pokazać również w tym filmie jaką Mekką dla emocjonalnych straceńców jest duże miasto. W takim mieście jak NYC nikt nie pyta Cię o dzieciństwo, o przeszłość, nikt Ci nie współczuje...Można pozostać totalnie anonimowym. Można nie być w związku a mieć bogate życie erotyczne. Można być niewidzialnym, a jednocześnie żyć, pełnią życia. 
Siostra Brandona- Sissy, jest bardziej emocjonalna, próbuje znaleźć miłość życia. Wszędzie czuje się obco, w konsekwencji pcha to ją do próby samobójczej. Sissy nie chce być niewiadzialna. 
Co do dzieciństwa Brandona i Sissy to wymyśliłam dwie wersje, albo dzieci były wykorzystywane seksualnie, albo Brandon żywił do Sissy niekoniecznie braterską miłość. Ciekawi mnie co w tej sprawie miał by do powiedzenia McQueen.


Odkrycia muzyczne 2012 roku

Do pełnego podsumowania zostały jeszcze prawie 3 miesiące, ale chciałam powspominać piosenki, które towarzyszyły mi w tym roku.

STYCZEŃ

Cóż styczeń z pewnością w dużej mierze należał do kontrowersyjnej córki milionera Lany Del Rey.
Born to die zupełnie mnie oczarowało. Charakterystyczny, lekko oschły wokal, fajny tekst, i do tego ten teledysk... Nie mogłam się napatrzeć na Lanę siedzącą na tronie w białej sukni z koroną ze zwiędłych kwiatów... Cóż jestem estetką...


W mniejszym stopniu, ale również słuchałam Blue Jeans, Video Games.

Tej piosenki, trudno było nie słuchać, bo leciała dosłownie wszędzie. Teledysk, średnio mi się podobał, ale tekst piosenki i wokal Gotye (tak łudząco przypominający Stinga) był na TAK ;)



W tym wypadku, ogromne wrażenie zrobił na mnie teledysk, w piosence też jest coś z magii.
Tyle barw w tym z pozoru czarno- białym teledysku. Uwielbiam czerń i biel, ale w tym wydaniu przybrała zupełnie inny wymiar niż się spodziewałam.


LUTY

To stara piosenka, znana mi jeszcze z dzieciństwa, ale jest w niej tyle charyzmy do tego fantastyczny wokal Phila i coś co jest lekko przerażające...



Hm, luty chyba przedstawiał się dosyć mrocznie, bo biegałam również do tej piosenki:


Może trochę wstyd się przyznać :P Ale w walentynki wybrałam się do kina ze swoją dziewczyną (żartuję z przyjaciółką :P) do kina na Big Love film znanej reżyserki Pani Basi Białowąs (moja ulubiona reżyserka!)  i jakoś takoś, całkiem polubiłam piosenkę Ady Szulc :/ Ok, czasami zdarza mi się ją wciąż włączać :P No, ale co tu dłużej zanudzać, słowa, słowa, słowa, jakby powiedziała Nasza polska BB ;)



MARZEC

Pierwsze promyki słońca przywitałam piosenką znaną z Kill Billa ;)



Jako iż był to czas intensywnego biegania, to potrzebowałam czegoś w miarę szybkiego i przyjemnego, nie wiedzieć czemu, padło na Roxette ;)



W marcu, na chwilę, pojawiła się też Nancy Sinatra ;)




piątek, 5 października 2012

Ocean...

Obiecałam sobie po cichu, że gdy stanę przed ogromem oceanu, w uszach będzie mi dźwięczeć ta piosenka ;)


czwartek, 4 października 2012

Piosenki o trywialnych opowiastkach z życia

Uwielbiam piosenki, w których zawarta jest jakaś historia, pewne przemyślenia na temat życia, wspomnienia, przesłanie, które w jakiś sposób odniesiemy do własnych wspomnień...


I come from down in the valley 
where mister when you're young 
They bring you up to do like your daddy done 
Me and Mary we met in high school 
when she was just seventeen 
We'd ride out of this valley down to where the fields were green 

We'd go down to the river 
And into the river we'd dive 
Oh down to the river we'd ride 

Then I got Mary pregnant 
and man that was all she wrote 
And for my nineteenth birthday I got a union card and a wedding coat 
We went down to the courthouse 
and the judge put it all to rest 
No wedding day smiles no walk down the aisle 
No flowers no wedding dress 

That night we went down to the river 
And into the river we'd dive 
Oh down to the river we did ride 

I got a job working construction for the Johnstown Company 
But lately there ain't been much work on account of the economy 
Now all them things that seemed so important 
Well mister they vanished right into the air 
Now I just act like I don't remember 
Mary acts like she don't care 

But I remember us riding in my brother's car 
Her body tan and wet down at the reservoir 
At night on them banks I'd lie awake 
And pull her close just to feel each breath she'd take 
Now those memories come back to haunt me 
they haunt me like a curse 
Is a dream a lie if it don't come true 
Or is it something worse 
that sends me down to the river 
though I know the river is dry 
That sends me down to the river tonight 
Down to the river 
my baby and I 
Oh down to the river we ride

California dreaming

Czy Was też tak strasznie pasjonują hipisi?